I pomyśleć, że autor ma dopiero trzydzieści sześć lat

Wczesny debiut i niebywała sprawność pisarska Jacka Dehnela, a także jego dojrzałość językowa i zainteresowania antykwaryczne o charakterze quasi-prywatnym, z których się czasem zwierza bądź które zdradza między wierszami swoich książek, sprawiają, że wydaje się znacznie starszy, niż jest w rzeczywistości. Że może być na przykład w wieku narratora swojego Krivoklata, czyli przykładowo kogoś z pokolenia Elfriede Jelinek albo W.G. Sebalda (choć sam autor odwołuje się wyłącznie do Thomasa Bernharda), których język przypomina skalpel anatomopatologa, dokonującego sekcji organizmu austriackiego społeczeństwa. Podobnie jak niegdyś w Balzakianach, odbijających się od powieści tytułowego autora i związanych z pojęciem „francuskości”, tak teraz w Krivoklacie Dehnel stawia sobie określone zadanie literackie, wczuwa się w austriacką prozę, aby znaleźć klucz do specyfiki tego kraju. Figura „bardziej chorego” zdrowego w szpitalu psychiatrycznym, mimikra pozwalająca na oszukanie systemu szpitalnej represji zderzona ze skrajnym pięknoduchostwem bohatera i narratora daje świetną okazję zarówno do sportretowania społeczeństwa Austrii (z dyskretnymi odwołaniami do wiedzy czytelnika na temat takich nazw jak Amstetten czy Immendorf), jak i do niezobowiązującej, lecz nacechowanej wielką erudycją rozprawy o sztuce europejskiej. Starannie wybrana, skądinąd niełatwa forma i konstrukcja tej prozy, zwarty, pozbawiony oddechu strumień słów nasuwają myśl o brawurze, a nawet dezynwolturze, świadczącej o świetnym opanowaniu warsztatu i umiejętności posługiwania się słowem.

I pomyśleć, że autor ma dopiero trzydzieści sześć lat. I że pisanie tej książki zajęło mu zaledwie dziesięć miesięcy.

Anda Rottenberg

Komentarze

Komentarze